poniedziałek, 3 lipca 2017

Muzeum Zabawek w Bazylei

4 piętra, ponad 1000m2 powierzchni, ponad 2500 pluszowych misiów, kilkaset lalek, kilkadziesiąt domków dla lalek, szkół, szpitali i wszelkiej maści sklepów. Do tego tysiące miniaturowych elementów wykonanych z niewyobrażalną precyzją. Tak pokrótce można scharakteryzować Muzeum Zabawek w Bazylei. Jeśli Was jeszcze nie przekonałam do zwiedzenia tego miejsca, zachęcam do przeczytania dalszej części. :)

Jedno z pięter muzeum poświęcone zostało w całości pluszowym misiom. Wyobraźcie sobie 2500 misiów zebranych w jednym miejscu. Najstarszy osobnik pochodzi z 1904 r. Przeważająca większość z lat 50. XX wieku. Przyjechały z całego świata - z Anglii, Francji, Niemiec, Stanów Zjednoczonych oraz wielu innych krajów. Największa kolekcja pluszowych misiów na świcie. A czego te misie nie robią… Kąpią się, leczą, urządzają pikniki, jeżdżą samochodem, latają samolotem, urządzają sesje fotograficzne. Raj zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, którzy tęsknią za dzieciństwem. Zapewniam Was, że gdy tam wejdziecie przed oczami staną Wam Wasze ukochane pluszaki z lat młodości.

Kolejne piętro poświęcono lalkom. Przyznaję, że do lalek większych rozmiarów niż barbie nie pałam sympatią. Przerażają mnie i tyle. Mam wrażenie, że za chwilę któraś obróci w moją stronę głowę i zaśmieje się szyderczo. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło. W innym wypadku nie pisałabym teraz tego posta. ;) Najbardziej przerażająca była lalka pani Margarete Steiff - założycielki marki z której pochodzi większość misiów prezentowana w muzeum. Nie dość, że była ludzkich rozmiarów to jeszcze zrobili jej dość niesympatyczną facjatę. Piętro dość przerażające. Wszędzie czuć te przenikliwe spojrzenia… Na wszelki wypadek trzymałam się blisko Taty. 

Najbardziej zachwyciły nas domki dla lalek, miniaturowe sklepy, mebelki i wszelkiej maści drobiazgi. Dbałość o szczegóły oszałamiająca. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić wykonania z taką precyzją tak drobnych elementów z drewna lub porcelany. Pomijam już jak olbrzymią trzeba mieć wyobraźnię, żeby całe wnętrze wymyślić i cierpliwość, żeby w tym grzebać tyle czasu. Na środku piętra znajdowało się interaktywne wesołe miasteczko. Najstarsza karuzela pochodziła z 1900 r.. Wszystko grało, świeciło, tańczyło. Aż ciężko uwierzyć, że kiedyś robiło się takie cuda, a teraz zewsząd zalewa nas głównie plastik i pstrokacizna. 

Zosi najbardziej podobało się piętro z misiami i przejażdżki na specjalnych zwierzęcych jeździkach. Mechanizm, dzięki któremu się poruszały pozostaje dla nas tajemnicą. 

W muzeum oprócz wystawy stałej znajduje się również wystawa czasowa. My trafiliśmy na wystawę rosyjskiej porcelany z okresu rewolucji. Jej tytuł był zachęcający: "Malevich, Kandinsky and revolutionary porcelain". Ponieważ jesteśmy oboje wielbicielami Kandinskiego bardzo liczyliśmy na jego dzieła. Mocno się jednak zawiedliśmy. Znaleźliśmy tylko jedno. 

Jeśli będziecie w Bazylei, warto wybrać się do tego muzeum. Chociaż przyznaję, że nasza ocena może być trochę nieobiektywna, bo w tego typu miejscu byliśmy pierwszy raz.

Zdjęcia niestety robione telefonem w bardzo niesprzyjających warunkach typu "ciemno wszędzie, głucho wszędzie". Na drzwiach była wywieszka o zakazie fotografowania. Wolałam nie kusić losu. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz