środa, 30 października 2013

Drewniana mozaika Plan Toys

Mozaika to zabawka, w której z drobnych elementów układa się wzór. Długo myślałam jaką mozaikę kupić Zosi. Bardzo chciałam uniknąć zakupu tradycyjnej plastikowej kratki z kołeczkami. Pomimo walorów edukacyjnych, nie przekonuje mnie jej estetyka. Zależało mi, żeby Zosia miała tego typu zabawkę z kilku względów. Przede wszystkim jest to doskonałe ćwiczenie na małą motorykę i koordynację ręka-oko. Ponadto jest to bardzo dobre ćwiczenie do odtwarzania wzorów.  Zosia jest aktualnie zafascynowana wkładaniem małych przedmiotów w otworki i segregowaniem "jeden do jednego", dlatego byłam pewna, że ta zabawka będzie idealna. Nie pomyliłam się. Mozaika od razu skradła jej serce. Na razie Zosia układa kołki chaotycznie, bez ładu i składu, według własnego uznania. Z czasem planuję wprowadzać jej łatwe wzory. Cieszę się, że dzięki mozaice nie muszę namawiać Zosi do ćwiczenia chwytu pęsetowego. Sama robi to z zapałem.

O jakiej mozaice mówię? Drewniana tabliczka z kołkami firmy Plan Toys, pod angielską nazwą Creative Peg Board. Kilka słów o zabawce. Cała jest wykonana z wysokiej jakości drewna kauczukowego. Składa się z deseczki z otworami, zestawu kołków, 3 obrazków do ozdobienia oraz mini książeczki z wzorami. Kołków jest razem 50. Są w dwóch rozmiarach: dużym i małym. Duże wydają mi się bezpieczne, natomiast małe są dość ryzykowne. Zosi zdarza się sporadycznie wkładać przedmioty do buzi, dlatego nie zaryzykowałabym zostawienia jej samej z całym kompletem.

poniedziałek, 28 października 2013

Kolorowy warsztat eksperymentalny


Nasz udział w DZIECKU NA WARSZTAT rozpoczynamy od warsztatu eksperymentalnego. Nie ukrywam, że jego organizacja była dla mnie sporym wyzwaniem - głównie ze względu na wiek Zosi (19 i pół miesiąca). Eksperymenty musiały być łatwe w wykonaniu, odporne na nieprzewidziane zachowania Zosi, a ich efekty łatwe do zrozumienia. Ponieważ ostatnio intensywnie uczymy się kolorów, postanowiłam pozostać w tym temacie. Przeprowadziłyśmy kilka eksperymentów, które miały pokazać Zosi, co się stanie, gdy połączymy ze sobą różne kolory. W czasie warsztatów bezcenna okazała się pomoc Taty, który sam przy okazji nauczył się kilku rzeczy ;).

Temat warsztatów: Mieszanie kolorów 

Cel: Pokazać, że w wyniku mieszania dwóch kolorów powstaje trzeci kolor.

Na początku powtórka z kolorów przy użyciu przygotowanych wcześniej kart (do pobrania tu). Następnie przystąpiliśmy do zabawy.

EKSPERYMENT 1: Kolorowe kostki lodowe

Potrzebne materiały:
- pojemnik na lód
- barwniki spożywcze.  My użyłyśmy żółtego, czerwonego i niebieskiego. Można jednak wykorzystać każdy inny w zależności od tego, jaki efekt chcecie uzyskać
- woda
- strzykawka lub łyżeczka
- miseczki lub inne pojemniki, najlepiej białe lub przeźroczyste

Jak wykonać:
Rozpuszczamy barwniki w wodzie.


Zabarwioną wodę wlewamy do pojemnika na lód i wkładamy do zamrażarki na noc.


 Następnego dnia wyciągamy lód i wkładamy po kilka kostek do misek.


Dalsza zabawa zależy od inwencji twórczej dziecka. Mieszanie, przekładanie kostek i obserwowanie jak się zmienia kolor wody. Zosi zabawa bardzo przypadła do gustu. Stała i przekładała kostki chyba z pół godziny.



EKSPERYMENT 2: MLECZNY WIR

Potrzebne materiały
- mleko - im tłustsze, tym lepsze
- barwniki spożywcze - muszą być dość gęste
- talerz
- patyczek do czyszczenia uszu
- odrobina płynu do mycia naczyń
Jak wykonać:
Wlewamy do talerza mleko.

Na środku talerza zakraplamy po jednej kropli każdego z barwników. Staramy się, aby barwniki się nie dotykały.

Moczymy patyczek w płynie do mycia naczyń. Zanurzamy patyczek z płynem na środku mlecznej mikstury i obserwujemy co się będzie działo.

Można zamaczać patyczek w różnych miejscach i obserwować, jak zmieni się kompozycja kolorów.


I jeszcze film z drugiego podejścia.

video


Więcej o eksperymencie możecie przeczytać tu.


EKSPERYMENT 3: WĘDRÓWKA KOLORÓW

Potrzebne materiały:
- sześć przeźroczystych szklanek, słoiczków lub plastikowych kubeczków
- barwniki spożywcze: żółty, czerwony i niebieski
- papierowy ręcznik

Jak wykonać:

Wlewamy do trzech szklanek wodę. Do każdej dodajemy inny barwnik.

Następnie przy pomocy papierowego ręcznika, łączymy puste szklanki z tymi z zabarwioną wodą tak, jak widać na zdjęciu.


Czekamy na efekty. Ostrzegam, że należy uzbroić się w cierpliwość, bo końcowy efekt uzyskuje się dopiero po kilku godzinach.

W trakcie:

Efekt końcowy: 



Jak to działa?
Papierowy ręcznik nasiąka wodą dzięki siłom kapilarnym. Woda zacznie przepływać do pustych szklanek, aż poziom we wszystkich szklankach wyrówna się - teoria naczyń połączonych.

Mam nadzieję, że udało się Wam dotrwać do końca. Już dzisiaj zapraszam Was serdecznie na warsztaty kulinarne, które odbędą się 25 listopada. W międzyczasie zachęcam do zajrzenia na inne blogi biorące udział w zabawie. Poniżej znajdziecie mapę linków do pozostałych blogów. Wystarczy kliknąć na logo wybranego bloga.
DZIECKO NA WARSZTAT
 

sobota, 26 października 2013

Dziecko na warsztat

Bardzo się cieszymy, że udało nam się dołączyć do kolejnego międzyblogowego projektu DZIECKO NA WARSZTAT. Więcej o projekcie i jego uczestnikach możecie dowiedzieć się na blogu pomysłodawczyni, Sabiny z bloga Projekt Londyn 2014, oraz z funpage'a projektu.

Na czym polega zabawa? Każdego miesiąca na kilkudziesięciu blogach pojawią się wpisy z warsztatów tematycznych. I tak:

- WRZESIEŃ został poświęcony biologii. Ponieważ dołączyłyśmy po terminie nie mamy posta z tego warsztatu. Tak się jednak złożyło, że we wrześniu omawiałyśmy temat drzewno-leśny, więc jakbyście mieli ochotę to możecie tu i tu zerknąć co porabiałyśmy
- PAŹDZIERNIK będzie jednym wielkim eksperymentem
- LISTOPAD zostanie poświęcony gotowaniu. Mam nadzieje, że uda nam się w końcu upiec tradycyjne szwajcarskie świąteczne ciasteczka. Trzymajcie kciuki!
- w GRUDNIU przyozdobimy dom i choinkę na święta
- STYCZEŃ poświęcimy muzyce. To będzie zadanie dla Taty. Bez Chopina ani rusz!
- w LUTYM popracujemy nad logiką
- w MARCU matematyka. Z dedykacją dla dziadka Romka.
- w KWIETNIU odrobina historii
- MAJ to wszelakie sztuki plastyczne
- a w CZERWIECU jeszcze niewiadomo, ale na pewno ciekawie... :)
Mam nadzieję, że nasze pomysły na warsztaty przypadną Wam do gustu. Do poniedziałku!

środa, 23 października 2013

19 i pół mięsięca

Od kilku tygodni idziemy edukacyjnie na żywioł. Przyznaję się bez bicia, że brakuje mi czasu, żeby przygotować kolejne tematy. Skupiamy się na powtarzaniu przerobionego wcześniej materiału i na małej motoryce.

Zosia powoli wkracza w okres buntu. Wszystko chce robić sama i jak nie dostaje tego, co chce to robi małe (na razie) awantury. Niestety czasami nie wiadomo o co jej właściwie chodzi, bo zdanie zmienia średnio co dwie minuty. Gdy dodamy do tego zmęczenie, to problem może urosnąć do rozmiarów katastrofy globalnej. Na razie Zosia daje się szybko pacyfikować. Zaczynam się jednak bać, jak się sytuacja rozwinie.

Zosia interesuje się wszystkim, ale jej zainteresowanie trwa do pięciu minut. Stuknie trzy razy w bębenek, maźnie kilka razy kredką, rzuci piłkę, włoży kilka krążków na drążek, przyczepi kilka magnesów i już... Chyba, że dorwie się do ipada... Wtedy dziecka nie ma. Oczywiście dostęp do elektroniki ma dozowany. Zosia ma jednak swój sposób na przekonanie rodziców, że to ona powinna dzierżyć produkt apple'a w dłoniach. Przychodzi, patrząc w oczy daje buziaka i dalej patrząc w oczy, jakby gdyby nigdy nic, wyrywa zdobycz. Po czym cmoka kilka razy i z zadowoleniem rozsiada się kładąc ipada na kolanach. Ponownie patrzy w oczy i oznajmia "Mik", co należy tłumaczyć "to ja teraz będę oglądała myszkę Miki".

Ulubionym napojem Zosi jest kawa. Oczywiście nigdy jej nie piła, ale ponieważ rodzice piją ją codziennie rano, to zdaniem Zosi musi to być coś najlepszego na świecie. Ponieważ dochodziło już do aktów desperacji, gdzie Zosia rzucała się z rozdziawioną buzią na mój kubek, postanowiliśmy, że będzie dostawała swoją "ka". I tak co rano Zosia dostaje swoją szklankę ze spienionym mlekiem, takim samym jak w Taty cappuccino, którą wypija z prędkością światła.

Muszę jeszcze wspomnieć o wielkiej miłości Zosi, jaką są misie. Tuli je w każdej postaci: pluszowej, książkowej, kartkowej, puzzlowej. Jak widzi gdzieś "mi", to musi przytulić choćby się paliło i waliło. Tulenie puzzla wygląda trochę dziwnie, ale kto zrozumie Zosię?

Kilka zdjęć z naszymi ostatnimi poczynaniami. Niestety jakość pozostawia wiele do życzenia. Nasz aparat nie nadaje się do zdjęć w pomieszczeniach. Poza tym Zosia ma wrodzoną awersję do zdjęć (po mamie). Jak widzi aparat to zazwyczaj ucieka lub chce sama robić zdjęcia. Raz na tydzień uda mi się ją namówić na pozowanie, które trwa max. 10 sek.